» Blog » Spin-ception
05-08-2010 13:57

Spin-ception

W działach: Film | Odsłony: 11

Spin-ception
Miałem nie pisać własnej recenzji Incepcji, gdyż a) nie mam czasu (idealne wytłumaczenie na wszystko); b) inni już to zrobili za mnie. I kiedy właśnie miałem grzecznie komentować recenzję Kamila, przypomniało mi się, że od dawien dawna nic nie pisałem na blogu. Ot i stało (dzieje) się.

Nie będę powtarzał tego, co napisano w większości recenzji, że to zarąbisty film i duże fabularne ryzyko, któremu reżyser świetnie podołał. Dodam kilka drobiazgów od siebie, a które nie zostały podjęte w innych recenzjach. A ich symbolem jest bąk.

Dokładnie ten bączek, którego Dom używa jako swojego totemu, pozwalającego rozróżnić jawę od snu. Uważany chyba za największą dziurę w scenariuszu – bo przecież w logice fizycznej świata snu nie ma zasady, która nakazywałaby bąkom wirować w nieskończoność. Dla porównania: figura szachowa i kostka do gry były zrobione tak, że żadna osoba poza właścicielem(ką) nie miał pojęcia o jej fizycznych właściwościach.

Ja zaś bąka kupuję nie tylko dlatego, że jest fajny i świetnie grał w filmie. Przede wszystkim jest on dla mnie symbolem – cytatem z Freuda, a także komentującego go Lacana. Freud dał przykład chłopca, który nie mogąc pogodzić się z tym, że matka go opuszcza (wcześniej miał na nią wyłączność, 24/7), zaczyna się bawić bąkiem. Wtedy takie zabawki nie miały takiej napędzającego ich spiralnego patyczka, tylko były na biczyku; górną część bąka owijano sznurkiem i pociągnięciem kijka wprowadzano go w wirowanie i ruch po łuku. Zatem chłopczyk bierze bąka i kręci nim tak, że zabawka się do niego oddala, a potem szybko wraca – i tym właśnie ruchem kompensuje sobie niemożność przywołania matki, próbuje zapanować nad otaczającą go przestrzenią.

Traktuję filmowego bąka jako ukłon w kierunku Freuda oraz jego psychoanalizy, której rozpoznania na temat sfer umysłu posłużyły Nolanowi jako punkt wyjścia do jego kreacji. I choć film kupuję w całości z jego alternatywnymi założeniami co do snu, to jednak tak mocne odniesienie mnie trochę denerwuje, bo:

1) w żadnym momencie nie mieliśmy do czynienia z logiką snu, jaką zdefiniował Freud (z jej mechanizmami: wyparciem, sublimacją, przesunięciem, kondensacją). W zasadzie jest tutaj magia: tworzenie ex nihilo, zawijanie nieeuklidesowej przestrzeni, metamorfozy, itp. Wszystkie miejsca i osoby z pamięci Cobba zachowują swoją tożsamość, nawet w labiryncie wybudowanym przez Ariadne jego żona pozostaje sobą, a nie jakimś Minotaurem (którego dopiero należy rozpoznać jako żonę). Moje pretensje są tutaj na poziomie erudycyjnym, bo rozumiem, że w filmie o tak skomplikowanej fabule (równocześnie trzeba śledzić ok. 5 wątków) dodatkowe cuda byłyby po prostu mordercze.

2) a teraz zarzut filmowy: skoro Ariadne była architektką o wybitnej wyobraźni twórczej, to dlaczego tego… nie pokazano? Owszem, miała wyobraźnię przestrzenną, miała dobrą pamięć, znała się na architekturze – ale wyobraźnią twórczą nie popisała się wcale. Uważam, że to straszna wtopa. Lokacje z ostatecznego snu miały być "prawdopodobne", ale nie wiem, dlaczego twórca nie poszalał na etapie, gdy dziewczyna dawała próbki swojej wyobraźni. Czy naprawdę jest dzieckiem betonowej dżungli, że nie potrafi wybudować nic bardziej finezyjnego od paryskiej ulicy i przeszklonego biurowca? Mając w pamięci fantasmagorie z filmu Cela Z J-Lo, czułem ogromny kontrast, bo w obrazie Nolana w ogóle nie widać było żadnego polotu, żadnej fantazji (no, może poza cudnym pałacem Saito, ale to i tak posmak tego, co mogłoby być).

3) moje prywatne już kwękanie: uwielbiam motyw labiryntu. To ukochana figura postmodernistycznej wyobraźni (vide: Borges). W Incepcji labirynt był, ale w słowach. W żaden sposób go nie pokazano (co więcej, w fabule bohaterowie zwyczajnie go obeszli), nie był ani zwizualizowany, ani nie przeniesiono go na poziom fabuły. Ta miała schemat szkatuły, ewentualnie labiryntu, jaki możemy znaleźć w katedrach i nie służyła zagubieniu się, ale pozornemu zagmatwaniu w istocie prostej drogi (analogia z filmem: przedostawanie się przez kolejne kręgi do położonego centralnie pomieszczenia). Czyli w angielskim rozróżnieniu słów, byłby to labirynth, a nie maze, o którego stworzenie chodziło bohaterom. Co więcej, biorąc pod uwagę (nieco banalne) senne paradoksy przestrzenne, można było wykreować fantastyczny hiper-labirynt, którego jednak poskąpiono widzom. Znowu logika snu, nawet ta filmowa a nie freudowska, nie została pociągnięta do obszaru optymalnej miodności (bo do granic jej było daleko).

To tyle uwag. Strasznie się cieszę, że poszedłem na film, który mnie odtruł po totalnie głupim Uczniu czarnoksiężnika i pod-dennym ostatnim Zmierzchu. Co więcej, bardzo dawno nie miałem uczucia, że ktoś tak przemielił mój mózg. Śledzenie i skupianie się jednocześnie na wszystkich wątkach to naprawdę spore wyzwanie dla głowy, ale naprawdę warto je podjąć.

Komentarze


MEaDEA
   
Ocena:
0
Fenomenalny tekst pełen boleśnie trafnych uwag :D

Dzięki za kontekst z bączkiem - wykorzystam przy kolejnej dyskusji o Incepcji!
05-08-2010 16:04
Scobin
   
Ocena:
+1
Zatem chłopczyk bierze bąka i kręci nim tak, że zabawka się do niego oddala, a potem szybko wraca – i tym właśnie ruchem kompensuje sobie niemożność przywołania matki, próbuje zapanować nad otaczającą go przestrzenią.

Jeżeli gdzieś kogoś cytujemy bez komentarza krytycznego, to można założyć, że się z nim zgadzamy. Stąd bezczelne pytanie: zgadzamy się czy nie? ;)
05-08-2010 16:05
New_One
   
Ocena:
+2
Ad. bączek - Interesujące uwagi, na które faktycznie nie wpadłem, aczkolwiek w kilku kwestiach się nie zgadzam. W filmie pojawia się uzasadnienie faktu, że bączek kręci się w nieskończoność. SPOILER: Taki (rozwirowany) został zamknięty przez Cobba w sejfie Mal i w takiej formie bohater kojarzy go ze snów. Inna sprawa, że pozostałe postaci nie znają wagi tego totemu w świecie "rzeczywistym", więc nawet, jeśli dotkną go w śnie (np. Saito), nie traci on właściwości totemu. Gdyby komuś umknęły sceny potwierdzające moją tezę, w komiksie jest to ponownie zaakcentowane. (koniec spoilera)
Chyba odświeżę sobie Freuda. ;)

Ad. 1 - Teoretycznie się zgadzam, ale nie należy zapominać o eskapistycznym wymiarze snów, który wielokrotnie (zwłaszcza podczas treningu Ariadne i w finale) jest w filmie akcentowany. Z pewną kompensacją (i kondensacją, mając na uwadze "windę") mamy więc do czynienia.

Ad. 2 - Myślę, że trening Ariadne nie pozwalał jej na "popisy". Rzecz w tym, że to nie były jej sny. Punktem wyjścia była pewna baza, jaką zapewniały jej gotowe, bardzo realistyczne światy mar - kolejno - Cobba i Arthura. Ona jedynie je nieco modyfikowała, sięgając głównie do wspomnień, a nie do wyobraźni.

Ad. 3 - Tutaj kompletnie nie rozumiem pretensji. To nie miał być, przynajmniej w moim odczuciu, labirynt, w którym wszyscy mają się zagubić - taki dosłowny, literalnie ułożony labirynt a'la ćwiczenie Cobba z kartką. To miały być rzeczywiste przestrzenie z kilkoma "ślepymi uliczkami" i alternatywnymi drogami. Tym niemniej przyznaję, że ów hiper-labirynt byłby czymś niezwykle przyjemnym do oglądania. Szkatułkowa kompozycja fabularna nie wykluczała zresztą labiryntowego ułożenia poszczególnych etapów. Szkoda, że nie było dane widzom obejrzeć takich "łopatologicznych" labiryntów.

Fajnie poczytać tak merytorycznie ... hmm... bliskie memu sercu wywody, nawet jeśli tezy są nieco polemiczne wobec moich. ;) To aż zachęca do szczegółowej analizy filmu. Z tym, że ja poczekam na wersję DVD. ;]

Pozdrawiam.
05-08-2010 16:39
Noth
   
Ocena:
+1
UWAGA W NAWIASIE SPOILER

Ok albo ja jestem jakiś ograniczony albo wszyscy są totalnie odmóżdżeni statystyczną hollywoodzką papką, że dla nich ten film jest skomplikowany i nie mogą się w nim połapać. Bo kurcze rozumiem, że jak się ogląda filmy dla amerykańskiej rodziny, które ma zrozumieć nawet ich pies mimo, że nie widzi w 2d to Incepcja może zaskoczyć bo Leo jak wyciaga pistolet to nie krzyczy 'Hej jestem Bohaterem i wyciagam pistolet, żeby z niego strzelać!'. Więc albo ja czegoś nie widzę, albo to nie jest skomplikowany film.

(np. w porównaniu z Primerem gdzie jest kilka lini czasowych i widz się o tym dowiaduje pod koniec filmu, a już na samym początku jeden z bohaterów nie jest orygniałem tylko 5tą własną kopią z przyszłości podstawioną za oryginał i uwaga widz musi sam to wykumać, a w filmie znajdzie kilka UWAGA jasnych i logicznych wskazówek na ten temat, a nie domysłów z youtuba na temat obrączki, która może być po prostu błędem filmowców, ja osoba o przeciętnym intelekcie, żeby odtworzyć, ba złe słowo - zrekonstruować niczym detektyw scenę zbrodni, fabułę z Primera musiałem zaopatrzyć się w papier długopis i 3 razy obejrzeć film, bolała mnie od tego głowa i tak porównanie mojej wersji zdarzeń z internetową rozpiską siadło na pupie ze wstydu. Żeby załapać Incepcje musiałem przesiedzieć 2,5h w kinie i ostatnie 0,5h dzielić uwagę na kino i trzymanie moczu. Mimo tego heroicznego wyczynu panowania mojego umysłu nad ciałem, mniemam, może błednie, że jestem wstanie odwtorzyć fabułę filmu z pamięci.).

Ogólnie uważam, że jak na film o napadzie na bank tylko, że w oryginalnej scenerii (sny), filmik ten zasługuje na szacunek i pokazuje jak zaadaptować ograny do bólu schemat znany z kina złodziejskiego w nowej scenerii. A robi to doskonale, aż do tego stopnia, że chętnie się to ogląda. Ale jeśli mamy mówić o kinie onirycznym czy surrealistycznym to ten film jest w czarnej otchłani rozpaczy jeśli postawimy go przy dziełach Lyncha czy Jodorovskiego. Jako kino akcji broni się i to wystarcza. Super, że ten film pokazuje jak można komuś podać kotleta tak, że ten za diabła nie może poznać że je kotleta mimo, że doskonale ten smak zna. Brawo. Choć to nadal za mało, to jak na Święte Drewno to wiele.


P.S. Czym innym jest interpretacja filmu wsparta jakąś teorią od samego filmu. Bo za 50 zł to ja mogę na podstawie późnego Heideggera takie cuda o pszczółce Majii wypisywać, że większość widzów Incepcji (oprócz polterowców oczywiście) zupełnie nie załapie o co biega po pierwszym akapicie. Bo rozumiem, że można się gubić w tym co ktoś pisze na temat tego filmu, ale nie w samej incepcji. Szczególnie, że przejścia z jednej warstwy snu do drugiej są jasno oddzielone. Jedyna niewiadoma tego filmu to fakty czy Cobb na koniec wyszedł ze snu czy nie.
05-08-2010 21:53
Mayhnavea
   
Ocena:
+3
@ Scobin:

To po prostu cytat, nie ustosunkuję się do niego, ponieważ nie wiem, jak jest. Zakładam, że może być i tak, ale nie jestem w stanie tego stwierdzić - zatem obwarowuję to cudzysłowem. A ponieważ podsuwam odwołanie intertekstualne, to cudzysłów mi wystarczy.

@ New_One:

Ad. 0 - Tzn. że sugerujesz, że wsadzenie wirującego bąka do sejfu uwarunkowało wyobraźnię Cobba, że od tej pory we śnie widział tylko niezatrzymujące się bąki? Chyba można tak to zinterpretować, ale w filmie nie znalazłem potwierdzenia. To, że wyjątkowość totemu może być oparta akurat na wadze, to (w filmie) pomysł Arthura, który używał fałszywej kostki. Scena z wkładaniem bąka do sejfu raczej sugerowała to, że Cobb ukrywa narzędzie rozpoznania fałszu, w ten sposób przekonując Mal, że to jest prymarna rzeczywistość. A podałbyś mi strony komiksu, gdzie jest takie wyjaśnienie? Wolno mi się ładuje, wolałbym skoczyć tam od razu.

Ad. 1 - Nie widzę tu absolutnie żadnej kompensacji. Wszystkie postaci, bohaterowie, wydarzenia zachowują swoją tożsamość. De facto mamy do czynienia nie ze snami, ale z archiwum pamięci. Winda to tylko medium między kolejnymi scenami pamięci bohatera, one same są nienaruszone. Logika snu by była, gdyby zamiast Mal pojawił się potwór, zamiast ojca chłopaka - Bóg Ojciec albo anioł z wagą; zamiast "fortu z sejfem" - zagmatwany supeł, drzewo z owocem o złotej pestce, etc. Plus wszędzie powinny być wieże, diury w ziemi, węże, przejrzałe brzoskwinie i w ogóle :D Halo, wszyscy mieszkańcy snów, zasiedlani tam przez podświadomość byli w pełni ubrani i nie wykazywali gotowości seksualnej :D

Ad. 2 - A ja myślę, że tak ustawiono w fabule trening, że nie pozwalał jej na popisy... A przecież dziewczyna miała właśnie używać wyobraźni, a nie wspomnień, o tym była pierwsza lekcja od Cobba. Wiem, że logika snu powinna być przede wszystkim spójna (problem z dywanem), ale bycie rzymskim cezarem czy mieszkańcem planety Gobo-gobo jest równie "realistyczne", co bycie biznesmenem, o ile zachowana jest konsekwencja oraz prawdo-podobieństwo. Brak fantastyczności zirytował mnie nieco przy trzecim poziomie snu, kiedy już wszyscy wiedzieli, że to sen... i wyśnili jakiś zakichany fort w górach. To jakieś takie... ubogie, biorąc pod uwagę dostęp do niewyobrażalnych wręcz wymiarów, możliwości, wizualizacji... Nolan miał w ręce narzędzia, które bez szkody dla fabuły i jej zrozumienia przez widza mógł miejscami wykorzystać - a zaniechał tego. Dla mnie - szkoda.

Ad. 3 - dzisiaj długo rozmawiałem z MEaDEĄ właśnie na temat motywu labiryntu, czy też raczej problemu, czy jest on tematem organizującym film na różnych poziomach (przestrzeń, fabuła, relacje postaci, psychologia). Zgodziliśmy się co do tego, że motyw labiryntu jest tu bardzo silnie eksponowany i jest sugestia, że przez cały czas mamy z nim do czynienia, bo:
- przestrzeń modelowana jest jako labirynt
- bohaterowie przedzierają się między światami by znaleźć ukryte miejsce
- bohaterka nazwana jest Ariadną, co ustawia Cobba w roli Tezeusza, a Mal - Minotaura, którego boją się spotkać podczas kolejnych etapów podróży.
Koniec końców okazuje się, że labirynt był tylko symulowany, a do czynienia mamy z tworzonymi racjonalnie szkatułami czy też kolejnymi kręgami tego labiryntu koncentrycznego - na każdym z poziomów.

A hiper-labirynt pojawia się faktycznie, kiedy nie wiadomo, która rzeczywistość jest prymarna: rzeczywistości zawijają się. Dopiero wtedy pojawia się niepewność, tajemnica, niemożność rozstrzygnięcia prawdziwości bądź fałszu, a to właśnie konstytuuje labirynt.

W pozostałej części filmu labirynt by był, gdyby:
- bohaterowie trafili do obszaru, którego nie znają (np. nie ma z nimi Ariadny, która zna jego plan, weszli w prawdziwą podświadomość jakiejś osoby),
- Cobb stanął twarzą w twarz z prawdą o sobie, o której wcześniej nie wiedział (wtedy relacje on-Mal byłyby jak między Tezeuszem a Minotaurem, a tak okazało się, że Minotaura wcale nie ma, a Cobb jest Dedalem).

Ad. pointa: mi też jest miło, traktuję poltka jako miejsce, gdzie takie dyskusje można prowadzić. Rzadko kiedy da się zrobić taki Kącik Wykształciucha :D
05-08-2010 22:13
Scobin
    @Mayhnavea
Ocena:
0
OK, teraz jasne.

A spytałem, bo mnie się ten fragment wydaje przeraźliwie spekulatywny i monstrualnie arbitralny. ;-) No, ale to nie temat tej ciekawej dyskusji. :)
05-08-2010 22:40
New_One
    Incepcja zdaje się coraz fajniejsza ;p
Ocena:
0
Myjąc naczynia, miałem czas na zastanowienia. Początkowo dotyczyły Incepcji, ale z biegiem czasu przerodziły się w rozważania typu Czemu wciąż myślę o Incepcji? Warto tak zakrzątać sobie tym filmem głowę głowę? - dla jasności: w kontekście tej dyskusji.

Dlatego teraz, brutalnie zwięźle, najkrócej, jak się da:

@ Noth - Zgadzam się, że Incepcji daleko do Jodorovsky'ego i Lyncha, ale to inna kategoria. Ostatnio rozmawiałem z koleżanką i doszliśmy do wniosku, że ten film "w zestawieniu z filmami "naprawdę wymagającymi" i lekkimi, lajtowymi filmami, (...) znajduje się gdzieś blisko środka, z lekkim odchyleniem w stronę "focus, dude, stay focus!".". Tyle w tym temacie. I ani Ty, ani ludzie, dla których film wydaje się choćby nieco trudny nie są "ograniczeni". ;) Peace & Love and Entertainment, Dude! ( w skrócie PLED) ;]

@ Julek - ad.0 - w skrócie, właśnie to sugeruję; komiks: nie tyle wyjaśnienie, co przesłanka -strona 17 i kilka przed (Cobb nie pozwala dotknąć bączka - albo przez wagę, albo fakturę, albo temperaturę...whateva);

ad.1 - mamy nieco inne rozumienie kilku zagadnień i odmienne presupozycje w kilku kwestiach, ale to chyba wymaga innej formy/innego pola dyskusji :) coby nie nudzić przypadkowych Polterowców hermetycznym dyskursem zamiast pisać o filmie "po ludzku";

(spoiler)ad.2 - Ariadne podczas treningu popełniła ten sam błąd, który wciąż popełniał Cobb (wspomnienia zamiast czystej kreacji), ale generalnie zadaniem architekta było tworzenie światów w oparciu o doświadczenia "celów".(koniec spoilera); niemniej zgadzam się, że mogło być "w pompkę wypasiście", jakby popuścili wodze fantazji :) ;

ad.3 - ja pierdzielę! coraz bardziej lubię ten film, skoro pozwala na takie rozważania. ;)

Staram się pisać zwięźle, bo są wakacje, a my tu sobie serwujemy uczelniane wywody, zamiast od nich odpoczywać. ;)
06-08-2010 02:47
Mayhnavea
   
Ocena:
0
@ Scobin:

Historia z zabawką jest bardzo literacka, żeby nie powiedzieć: magiczna. Ale Lacan w jednym z tekstów powoływał się na ten przykład (nie wprost, tylko ni z gruszki ni z pietruszki pisze coś o bąku). Może właśnie dlatego, że jest on tak artystyczny czy też oddziałujący na wyobraźnię?

@ Noth:

Nie chodzi mi o trudność jako opór, jaki film stawia w odbiorze, ale o to, jak bardzo angażuje uwagę i - jak trafnie zauważył Kamil - zmusza do ciągłego skupiania się. Dopóki przyjmujesz film, jakim jest, wszystko gra. Ale jeśli nabrać podejrzeń, że coś jest nie tak, że np. fabuła zwodzi jakimś szczegółem - to nagle okazuje się, że trzeba go prześledzić na pięciu poziomach, w każdej z ramowych fabuł szukając analogii, itd. Im więcej takich myśli w trakcie przy pędzącej jednocześnie fabule - tym zadanie bardziej wymagające :)

@ New_One:

Ad. 1: szedłem tutaj bezpośrednio za Freudem, co nie znaczy, że uważam, że powinno być inaczej. Gorzej, że terminy są zwodnicze, kiedy się okazuje, że nie mamy do czynienia z pod/nie-świadomością (która generowałaby wspomniany labirynt z założenia), a z teksturą pamięci (którą sie po prostu przywraca, zamyka, zaciemnia, zaciera). W zasadzie wszystko da się wyjaśnić konfliktem dwóch metafor: labiryntu i szkatuły (czy też odpowiednio maze i labirynth).

Ad. 3: a ja właśnie kombinuję, czy tego nie wplątać do doktoratu, hehe. Zwł. że pomysły z filmu są bardzo blisko różnych koncepcji Dukaja. Problem jest taki, że przestrzenie filmu właśnie nie są heterotopiczne (a o tym piszę), chyba że się zaakcentuje zawijanie przestrzeni w hiperlabirynt. A z Magdą gadaliśmy bardzo intensywnie z dobrą godzinę o wspomnianym już 100 razy motywie ;]

Ad. zwięzłe pisanie: niestety, są tu osoby, które lubią ciągnąć takie dyskusje ;D
06-08-2010 03:04
Noth
   
Ocena:
+1
Tylko pytanie na ile nas zwodzi fabuła? Bo rozumiem, że ktoś na youtubie zasugerował, że może obrączka jest totemem Cobba. I super. Zamiast odnosić się do Freuda i postmodernistycznych koncpecji labiryntu (bo to moim zdaniem czyni rzeczy bardziej skomplikowanymi zupełnie niepotrzebnie) to można odnotować sceny z obrączką i bez i rozważyć dwie wersje, że jak ma obrączkę to jest sen, i przeciwną, że jak nie ma to jawa i zobaczyć czy film trzyma się kupy nadal. Jeśli nie to znaczy, że obrączka nie jest specjalnie ważnym motywem. Tylko, że ja jestem prosty chłop i generalnie jestem za upraszczaniem rzeczy niż komplikowaniem :D. Rozumiem potrzebę dyskusji o labiryntach i Lacanie ale jej nie podzielam.

A co do bycia PLED, to ja raczej jestem Dazed and Confused. Po prostu obejrzałem niezły (dodajmy, że troszkę urozmaicony, ale zrobiony wedle ogranych schematów) film akcji a wszyscy dookoła mnie sprawiają wrażenie, że widzieli inny film. Czyli na mój mały rozumek, albo ja widzę mniej, albo go sobie specjalnie komplikują (nie mówię, że w tym filmie nie ma odniesień do świata pozafilmowego, ale myślę, że rola tychże nie jest większa niż ta w Matrixie).

P.S. Przez upraszczanie rozumiem nie odejmowanie niczego filmowi a raczej nie dodawanie do niego nowych 'ukrytych' faktów. Ale to strasznie nieścisły postulat, bo ciężko określić kiedy do filmu odbiorca coś dodaje od siebie a kiedy nie (i czy w ogóle jest możliwe coś na wzór fenomenologii kina, czyli oglądu dzieła takim jakim jest, bez moich subiektywnych filtrów, które są zależne od kultury itp.)
06-08-2010 06:10
Scobin
    Spoilery jak zawsze
Ocena:
0
@Noth

jak ma obrączkę to jest sen, i przeciwną, że jak nie ma to jawa

A nie raczej: "jak nie ma, to cudzy sen"? Nie pamiętam dokładnie filmu, ale czy nie chodziło właśnie o rozróżnienie między cudzym snem a własnym (a nie między rzeczywistością a snem)?


@New_One

Uważaj, nigdy nie wiesz, czyje naczynia tak naprawdę myjesz!
06-08-2010 10:12
Noth
   
Ocena:
+1
@ Scobin

Pardon masz rację. Tak czy siak zawsze widzimy do czyjego snu "wchodzi" ekipa, oprócz końcówki więc moim zdaniem obrączka to dorabianie na siłę komplikacji do filmu. Zresztą gdyby totemem nie był bączek a była nim obrączka to ostatnia scena traci sens ;).
06-08-2010 13:02
Scobin
    Spoilery jak zawsze
Ocena:
+1
No właśnie, jeżeli bączek nie służy do określania, czy jesteśmy na jawie, czy we śnie, to dużą część dotychczasowych interpretacji zakończenia można o kant biurka rozbić. ;-)
06-08-2010 21:33
Mayhnavea
   
Ocena:
0
@ Noth:

Nie rozumiem, dlaczego uważasz, że odniesienie do labiryntu czy Freuda cokolwiek czyni bardziej skomplikowanym - choć to zależy, jak sam widzisz te problemy. dla mnie właśnie sporo wyjaśnia i obnaża strukturę narracji, relacji bohaterów oraz organizacji przestrzeni wykreowanego świata.
06-08-2010 23:46
New_One
    @ Noth
Ocena:
+2
"Po prostu obejrzałem niezły (dodajmy, że troszkę urozmaicony, ale zrobiony wedle ogranych schematów) film akcji a wszyscy dookoła mnie sprawiają wrażenie, że widzieli inny film. Czyli na mój mały rozumek, albo ja widzę mniej, albo go sobie specjalnie komplikują (nie mówię, że w tym filmie nie ma odniesień do świata pozafilmowego, ale myślę, że rola tychże nie jest większa niż ta w Matrixie)."

Przede wszystkim Matrix to nieco inna bajka i moje zdanie o tym filmie to temat na nieco dłuższą, odrębną dyskusję. Co do "innego filmu", to w zasadzie tak jest, że widzieliśmy go nieco inaczej i co innego w nim widzieliśmy, bo...

"ciężko określić kiedy do filmu odbiorca coś dodaje od siebie a kiedy nie (i czy w ogóle jest możliwe coś na wzór fenomenologii kina, czyli oglądu dzieła takim jakim jest, bez moich subiektywnych filtrów, które są zależne od kultury itp.)"

... nie jest możliwy odbiór tekstów kultury saute, bez narzucania im własnych filtrów. Przynajmniej moim zdaniem. Habitus, wiedza, zainteresowania etc. wpływają na to, co w filmie widzimy. Pod tym względem każdy film można odczytać na różne sposoby (np. przez pryzmat "Julkowskiego" Freuda). Przy czym, niektóre filmy (np. Incepcja, Matrix, Shrek, Watchmen) są z premedytacją układane tak, by można je było odczytać na różne sposoby. Niemniej to zaledwie moje zdanie i nie chcę zabrzmieć zbyt arbitralnie.

+ @ Scobin - Jakby się zastanowić, obrączka jako totem wcale nie burzy wcześniejszych interpretacji. Nieco je tylko napina. ;)
07-08-2010 00:17
Repek
   
Ocena:
0
Ktoś mi streści, dlaczego bączek nie spełnia zasad totemu? [że określa tak po prostu, co jest snem a co jawą?]

Pozdro
07-08-2010 00:52
Noth
   
Ocena:
0
@ Mayhnavea

Dla mnie odnoszenie teorii Freuda (a propos snów bardziej adekwatny byłby Jung) do filmów pokroju Incpecji to raczej akademicka zabawa niż poważna próba interpretacji. Bo nikt mi nie wmówi, że człowiek, który używa sejfu jako symbolu miejsca, w którym ukryte są sekrety ludzi, i wykorzystuje poetyke snu jako pretekst do pokazania strzelaniny na sankach, odnosi się świadomie do Lacana, Freuda czy innych intelektualnych gwiazd XX wieku.

@ New_One

Właśnie i na tym polega różnica między nami. Dla mnie Incepcja to nie jest film do którego trzeba podchodzić z pewnym zapleczem teoretycznym, bo to po prostu zwykła strzelanina, tylko, że we śnie. A motyw snów jest potraktowany po macoszemu (wprowadzenie zasady, że w snach nie można tworzyć niczego nierealnego już podcina skrzydła wyobraźni). Jeśli autor używa w filmie snu jako środowiska, i tworzy w nim zwyczajną strzelanine, to marnuje potencjał jaki tło akcji ze sobą niesie. A jak ktoś ma zamiar tworzyć film inspirując się psychoanalizą i symbolizmem snów, to robienie strzelaniny jest moim zdaniem tragiczną wręcz pomyłkom. Stąd byłbym ostrożny z traktowaniem filmu jako symbolicznego traktatu metafizycznego (porównajmy ten film z Sanatorium pod klepsydrom) i próby odniesienia do Freuda, bo dla mnie wszystko świadczy o tym, że to tylko zwykły film o napadzie na bank (sen). Są filmy, które wymagają sięgania głebiej, są filmy, które nie wymagają. Są też teorie, które pozwalają interpetować cokolwiek (np. Freudowska psychoanaliza, postmodernistyczne teorie sztuki) wedle swoich tez, i można incepcję i nie tylko ten film "łatać" takimi teoriami. Po prostu dla mnie ten film to zwyczajne wakacyjne kino akcji. Mnie Incepcja nie zachęciła do sięgania po różne teorie by film rozjaśnić/lepiej zrozumieć czy zinterpretować. Film ma potencjał, ale niestety zmarnowany na rzecz akcji i prania się po mordach. Co nie znaczy, że przez to film jest zły.

07-08-2010 11:45
Scobin
    @New_one, repek
Ocena:
0
Nie jestem pewien, czy Leo mówi w filmie (pomińmy w tej chwili to, że mógł kłamać):

1. że totem służy do odróżniania rzeczywistości od snu,

2. czy że totem służy do odróżniania własnego snu od cudzego.

Pamiętacie może, o którą z tych dwu rzeczy chodzi?

(Obrączkę na razie zostawmy na boku, to inny problem, choć powiązany z tym).
07-08-2010 11:51
Noth
   
Ocena:
0
@ Scobin

Jeśli totemy służa do sprawdzania czy jesteś w cudzym śnie (a tak to zapamiętałem) to ich funkcja dla złodzieja jest niezbyt przydatna.

1. W czasie pracy/napadu wiadomo w czyim śnie jesteś.

2. Totem, który pozwala odróżnić swój sen od cudzego jest o tyle głupim pomysłem, że nie ratuje przed utratą poczucia realnego świata (a przypadek, żony Cobba był inspiracją do tworzenia totemów, by zapobiec właśnie takiej utracie). Pomieszanie snu i jawy to było największe zagrożenie dla śniących.

3. Sam fakt, że mogę określić czy to mój sen czy cudzy, a nie mogę określić czy to sen czy jawa jest przydatny chyba tylko kiedy to ja jestem ofiarą złodzieji, ale też nie zawsze, bo złodzieje nie mają żadnych przeciwskazań, żeby kogoś obrabiać w jego własnym śnie. A odróżnie snu od jawy, za pomocą totemu jest możliwe, tylko i wyłącznie kiedy jesteśmy w cudzym śnie, bo totem źle działa ergo to jest cudzy sen ergo to jest sen. Jeśli totem działą dobrze to nie jest cudzy sen, ale czy to jest sen czy jawa - cholera wie.

4. Wszyscy złodzieje/śniący wiedzą podstawowe fakty na temat snów np. nigdy nie pamiętają skąd się wzieli w danym miejscu. Więc istnieje teoretyczna możliwość samouświadomienia sobie snu, co znowu pokazuje, że totem pełniący funkcje odróżnienia snu od jawy jest zbędny, a powyższe uwagi pokazują, że totem jako alarm "Jesteś w cudzym śnie" również nie jest niezbędnym ekwipunkiem śniącego.

Dodając 1+2+3+4 wychodzi na to, że pomysł totemu jest efekciarskim gadżetem, który ma nadać dramatyzm finalnej scenie.
07-08-2010 12:03
Mayhnavea
   
Ocena:
+1
@ Noth:

Dla mnie Incepcja to nie jest film do którego trzeba podchodzić z pewnym zapleczem teoretycznym, bo to po prostu zwykła strzelanina, tylko, że we śnie.

Na tym polega "podwójne kodowanie" (czy też: wielokrotne), w którym Nolan jest mistrzem. bo robi filmy, które mają wiele odniesień intertekstualnych, stawiają pewne większe pytania, można je ciekawie czytać w odniesieniu do psychologii, socjologii, filozofii, etc. - a jednocześnie są czytelne i przyjemne dla odbiory liczącego na zwykłą rozrywkę czy pozbawionego narzędzi do takich skoków lekturowych. I to jest bardzo fajne, dzięki temu Nolan będzie miał więcej kasy na kręcenie kolejnych fajnych filmów, a jednocześnie nie okupuje tego, co robi spłycaniem fabuł.

Nie znaczy to, że każda wycieczka poza "czysty" odbiór filmu jest wykroczeniem czy nadinterpretacją. To, co kilka osób tu robi to otwieranie dróg, które nie są konieczne do zrozumienia całości, ale, powiedzmy, mogą dawać intelektualną frajdę. Taką kolejną obok frajdy z muzyki, kompozycji kadru, tempa akcji, fabuły.

Dla mnie odnoszenie teorii Freuda (a propos snów bardziej adekwatny byłby Jung) do filmów pokroju Incpecji to raczej akademicka zabawa niż poważna próba interpretacji.

Nie wiem, dlaczego określasz to "zabawą" - chyba że zrobiłeś taką analizę i wyszło Ci, że faktycznie wyniki są śmieszne i niczego Ci nie dają. Jeśli masz takie, to jestem ciekaw, do czego doszedłeś.

Stąd byłbym ostrożny z traktowaniem filmu jako symbolicznego traktatu metafizycznego (porównajmy ten film z Sanatorium pod klepsydrom) i próby odniesienia do Freuda, bo dla mnie wszystko świadczy o tym, że to tylko zwykły film o napadzie na bank (sen).

Nie wiem, po co ironizujesz, skoro nikt nie twierdzi, że mamy tu do czynienia z traktatem filozoficznym. Odniesienia do Freuda są wyraźne i notoryczne: bąk jest tylko drobiazgiem, gdyż przez cały film w kółko i namiętnie używane jest pojęcie 'podświadomości', przy czym przyglądając się wydarzeniom, okazuje się, że żadnej podświadomości nie ma. Tak samo, mamy tu do czynienia ze 'snami', podczas gdy te światy rządzą się regułami pamięci, a nie snu.

I o to chodzi w interpretacji a nie prostym przykładaniem powierzchownych nawiązań: skoro jest Freud, to MUSI być psychoanaliza - bo tejże nie ma! Sednem tej historii jest to, że nie ma żadnej "podświadomości", "snu" ani "labiryntu". Cały czas film obraca się wokół problemu pamięci, która skrywa w kolejnych szkatułkach swoje treści, obstawia je strażnikami - ale wciąż wszystkie te treści znajdują się w sferze świadomości, bohaterowie nad nimi panują i co najwyżej decydują się na pozorną utratę kontroli.

Czyli [spolier] Cobb od początku wie, jaki jest jego problem, wie, jaki jest status jego "żony" i wie, co ma zrobić, żeby się jej pozbyć. Po prostu bardzo długo nie chce tego robić. A to zmienia spojrzenia na bohatera, jakiego się nam sugeruje na początku: że jest targany skrytymi, nieuświadomionymi namiętnościami, że do jego psychiki wdziera się coś, nad czym zupełnie nie panuje, że jego kreowany przez podświadomość świat snów przejmuje nad nim kontrolę, że musi się przedzierać przez labirynt swojej psychiki (to by była wersja Freudowska). A okazuje się, że tak nie jest - i to zupełnie inne, dość nietypowe nawet, ukazanie kondycji człowieka.
07-08-2010 13:32
Scobin
   
Ocena:
0
No, jednak pewne treści się wdzierają wbrew jego woli. Natomiast niefreudowskie jest rzeczywiście to, że je zna. :-)
07-08-2010 13:43

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.