» Blog » Pierwsze gnioty za płoty
30-07-2008 17:35

Pierwsze gnioty za płoty

W działach: RPG, Sesje | Odsłony: 1

Pierwsze gnioty za płoty
Nawiązując do poprzedniego wpisu, przypomniało mi się, że po wykończeniu mojej postaci przez MG najprawdopodobniej zostałem wyproszony z pokoju gry. No bo skoro moja postać nie żyła, nie miałem prawa wiedzieć, co się dalej działo. Nie jestem na 100% pewien czy tak było, ale to by tłumaczyło, dlaczego nie byłem obecny na reszcie sesji. W świetle tego, kolejne wydarzenie z mojej RPGowej przeszłości można potraktować jako zemstę losu.

Totalnie zachwycony przygodą w jaką grałem, emocjami jej towarzyszącymi oraz genialnym pomysłem na chodzenie po mapce, postanowiłem zrewanżować się mojemu byłemu MG. Poczyniłem bardzo dokładne przygotowania. Na karkach narysowałem cztery duże kwadraty, podzieliłem je bodajże na 25 pól każdy. To były trzy piętra Budynku, plan–kratownicę uzupełniłem więc o drzwi oraz wyposażenie. W ramach wyposażenia były:
a) schody — między piętrami
b) zbroja — leżała w rogu kwadratowego planu, pamiętam dokładnie
c) potwory. Pamiętam tylko jednego z nich, choć pewnie były jeszcze dwa.

Potwór był zaiste nietypowy i przerażający. Składał się z:
a) pionowego kija
b) trzech krótkich kijków, przyczepionych na rożnych wysokościach
c) wirowania, które sprawiało, że stwór stawał się arcyniebezpieczny dla przeciwnika. mógł go na przykład… Stłuc na kwaśne jabłko. Muahaha.

Co więcej, wymyśliłem taktykę, jak należy go pokonać: trzeba było się wślizgnąć pod kręcący się palik i go przewrócić lub coś takiego (wyobraźnia jedenastolatka nie zna granic). Tak skrupulatnie przygotowany scenariusz poprowadziłem wspomnianemu koledze. Dbając o to, żeby nie zginął za wcześnie, usilnie starałem się mu zasugerować jedyne właściwe rozwiązanie problemu z atakującą go, rozwścieczoną szczotką. On niestety należał do rasy graczy, sprawdzających granice ingerencji w świat, tworzony przez MG. Oczywiście próbował wykombinować coś innego i równie nieprawdopodobnego co sam stwór, więc chyba obaj byliśmy po równo rozczarowani drugą stroną. Nie jestem pewien, czy dotarł do zbroi, którą specjalnie dla niego ukryłem w labiryncie kwadratów.

Jak można się domyśleć, to była ostatnia przygoda, w którą razem graliśmy. Wizja wirujących przepychaczy do sedesu prześladuje mnie do dzisiaj, ale najwyraźniej trzeba przejść przez taki etap rozwoju wyobraźni. Na szczęście zacząłem wtedy czytać "Magie i Miecz", więc moje kolejne pomysły — choć równie nieprawdopodobne — obracały się już w innych rejonach.

Komentarze


Repek
    :D
Ocena:
0
Bo kolejna opowieść przypada na moja pierwszą sesję ever... Dramat.
Dramat waść układasz? :P [czy jak tam to leciało...]

Nie no, masa, masa, jak mawiał mój gracz z LO. Ja też zaczynałem od solówek, które przerabiałem na sesje dla dwóch graczy, ale korzystałem z gotowców. Pamiętacie dzielnego półboga [bodajże tana Zagara] i maga Silvarana z MiMów? :) Zastanawiam się, czy to nie były najbardziej wyeksploatowane postaci w historii polskich RPGów. :P

Był jeszcze taki niziołek, i tak reptilion... :D

Pozdrówka
30-07-2008 18:34
MEaDEA
    Wirująca szczota!
Ocena:
0
*turla się z radochy*

Saga o RPG nadal na poziomie Marhevy:D

A jak wyglądała ta zbroja i jaka miała dopałkę?!
30-07-2008 19:24
Mayhnavea
   
Ocena:
0
Obawiam się, że tego nie wymyśliłem :) Następna opowieść będzie o królu, latającym mieście, bazooce i babci z zabójczym parasolem.
30-07-2008 19:54

Komentowanie dostępne jest po zalogowaniu.

ZAMKNIJ
Strona korzysta z plików cookies w celu realizacji usług i zgodnie z Polityką Plików Cookies. Możesz określić warunki przechowywania lub dostępu do plików cookies w Twojej przeglądarce.